Po pierwsze – ostrzenie.

Po pierwsze – ostrzenie.

Pierwsza sprawa – ostrzenie.

Raz ciepło, raz już już się wydaje, że chwyta mrozik, raz pada, raz lampa i plaża. Wyciągasz dziaby i chowasz dziaby. Wyciągasz i chowasz. Mamy wrzesień, październik albo listopad – zimowy przednówek. Warto wykorzystać ten czas na mały przegląd szpeju. I jeśli okaże się, że coś jest tępe to…

…bierzmy się do roboty.

Ostrzenie nie jest czynnością tajemniczą, czy specjalnie skomplikowaną. Mamy dwie, a w zasadzie trzy opcje:

  • ostrzenie pilnikiem
  • ostrzenie szlifierką
  • ostrzenie kuźnią (wysyłasz do Kuźni, Kuźnia odsyła naostrzone)

W przytłaczającej większości przypadków ludzie używają pilnika. Plusy tej metody są takie, że trudno coś zepsuć, ponieważ proces ścierania idzie powoli, oraz to, że na pewno ostrza nie zagrzejemy. Minus – czas. Jedyne co musimy zrobić, to zaopatrzyć się w dobry pilnik do metalu i pamiętać, że on też ulega zużyciu. Jeśli mamy imadło, sprawa się nieco ułatwia, jeśli nie (co również dotyczy większości), musimy zdać się na silne uda lub pomoc drugiej osoby.

Być może jesteśmy jednak szczęśliwym posiadaczem szlifierki, lub znamy kogoś, kto takową posiada. Wtedy sprawa się upraszcza i jedyne o czym pamiętamy, to to aby nie zagrzać ostrza, ponieważ je rozhartujemy. Aby uniknąć takiej sytuacji, w miarę możliwości szlifujemy na niskich obrotach i chłodzimy ostrze w wodzie po każdym przyłożeniu do tarczy. Jeśli mamy pewną rękę, możemy spróbować z szlifierką kątową. Tutaj także pamiętajmy o chłodzeniu.

Oto on – pilnik:

 

A tutaj Jan pokazuje co z tym pilnikiem zrobić:

 

Można też tak:

 

A na koniec, co zrobić z mocno wyeksploatowanym ostrzem:

 

Close Menu